"Vive l'avant-garde!", powiedzieliby zwolennicy Jeremiego Scotta, projektanta tworzącego dla tych, którzy oczekują czegoś zaskakującego i ekscytującego. Jego kolekcje są karykaturą różnorodnych trendów. Co sezon szalony Amerykanin potwierdza swoją niebywałą fantazję i pomysłowość. Karl Lagerfeld stwierdził nawet na łamach dziennika "Le Monde", że Scott jest jedynym projektantem, który mógłby go zastąpić w Chanel. To wspaniały komplement dla 37-letniego artysty.
A komu lubi prawić komplementy Jeremy Scott? W kolekcji jesienno-zimowej, co nie zaskakuje, schlebia postmodernizmowi i kulturze masowej. Podobnie jak Andy Warhol przetwarza kulturę masową na język sztuki. Na swetrach noszonych przez modeli widzimy na przykład rozmaite hasła, niby znajome, ale nieco zmodyfikowane. Słynny slogan "Enjoy Coca-Cola" przerobił na "Enjoy God", a promujący picie mleka "Got milk?" na "Milk Kills". Urodzony w Stanach Zjednoczonych Scott nie zapomniał również o bohaterze ze swojego dzieciństwa, Batmanie, umieszczając znak człowieka-nietoperza na tank topie.
Na chłodne dni projektant poleca grube, obszerne swetry. Konsternację budzi zwłaszcza wełniane dziwactwo przedstawiające ludzki szkielet. W takim samym swetrze projektant pojawił się na zakończenie pokazu. Dla kontrastu spodnie w najnowszej męskiej kolekcji są dopasowane. Scott wykonał je z lakierowanego materiału, najczęściej w srebrnym kolorze. Tworzą udane połączenie z wysoko wiązanymi butami. Dla panów podążających za modą na androginiczność projektant stworzył nawet spódnicę. Szkoda, że nie dał jej założyć Andrejowi Pejicowi. Jego nazwisko nie pada tutaj przypadkowo, gdyż intrygujący model był jednym z chłopców prezentujących kolekcję.
Najbardziej cieszy mnie w projektowaniu zapełnianie swojej osobistej garderoby" - mówi Scott.
Tym samym znalazł się już pierwszy nabywca tych surrealistycznych strojów.
Andrzej Grabarczuk