Czemu to robisz? Jak ze studenta ogrodnictwa stałeś się kreatorem mody?
Hm. To jest zawsze podobne pytanie i nigdy nie wiadomo, jak na nie odpowiedzieć. Wiesz co? Bardzo przypadkowo. Nie było to na pewno zaplanowane, nie rodziło się świadomie. Nie było tak, że: siedzę na ogrodnictwie, rysuję sukienki i stwierdzam, że nie, nie chcę być ogrodnikiem, chcę szyć sukienki.
Czyli nie wybrałeś się na ogrodnictwo, żeby mieć fach w ręku, "poważny" zawód?
Nie, na ogrodnictwo wybrałem się, bo bardzo mnie to interesowało. Zawsze bardzo dobrze sobie radziłem z naukami biologicznymi, więc to był naturalny wybór. Zmiana natomiast zaszła bardzo gwałtownie, we mnie samym też zaszła zmiana - stałem się impulsywny, choć wcześniej nie byłem, nie w takim stopniu.
Zmiana pojawiła się po jakimś konkretnym zdarzeniu, czy nagle, "znikąd"?
Nie, sądzę że nic nie bierze się znikąd. Może z racji wieku? Miałem wtedy 21 lat, a to okres, gdy człowiek się kształtuje i gwałtownie zmienia. To chyba ostatnia i największa zmiana, jaka we mnie zaszła. Decyzję podjąłem z dnia na dzień. Od razu rzuciłem studia. Trudno byłoby zabrać papiery i uciec, ale nie pojawiałem się już na zajęciach, bo decyzja była dla mnie definitywna. A żeby ugruntować swoje postanowienie zostania projektantem, postanowiłem zacząć uczyć się w szkole projektowania. Jedynym wyborem była wtedy MSKPU [Międzynarodowa Szkoła Kostiumografii i Projektowania Ubioru, przyp. red.], jednak moja przyjaźń z tą szkołą też skończyła się dość gwałtownie [śmiech]. Może nie szybko, ale burzliwie. Decyzja był więc gwałtowna, jednak wszyscy moi bliżsi znajomi na pewno już wcześniej zauważyli, że mam predyspozycje do projektowania. Zawsze lubiłem się dosyć dziwnie ubierać [śmiech]. To, co noszę teraz, to naprawdę nic w porównaniu z tym, co kiedyś wyprawiałem [śmiech].
Naprawdę?
Tak: zielone włosy, wysokie koturny... Na uczelni byłem zdecydowanie najdziwniejszym osobnikiem.
Jak wygląda proces twórczy: od zamysłu do gotowego produktu? Jeśli mogę powiedzieć: produktu.
Bardzo dobrze, właśnie "produktu". W Polsce mało kto, spośród młodych projektantów, dba o to, by tworzyć gotowe ubrania, gotowe do noszenia, a nie "coś". U mnie też ta świadomość pojawiła się dopiero jakiś czas temu. Proces zależy od kolekcji. Czasem są gotowe sylwetki i, nazwijmy to, produkty, zanim pojawi się jakiś koncept, i dopiero kiedy jest ich coraz więcej, powstaje motyw przewodni, który realizuje się dopiero w pokazie. Pokaz jest tym momentem kulminacyjnym, który pokazuje całość zamysłu. Nie zawsze jest on jednak obecny od początku, świadomie. Nie zaczynam z wcześniej przygotowanym moodboardem, nie stwierdzam, że dzisiejszego dnia inspiracją będzie wyprawa w kosmos [śmiech]. Zbieram materiały, ale są one związane bardziej z moim życiem prywatnym i tym, co mnie interesuje, i przekłada się to potem na kolekcje. Na przykład w ostatniej padło na średniowiecze, historię, ale też historię nowoczesną, wszystko zmieszało się ze sobą i tak powstała ta kolekcja.
CZYTAJ DALEJ >>>