Skomentuj:
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX
Nagroda główna: Agata Jabłońska
"Agata spojrzała z zaciekawieniem na pudełko. Było trochę inne niż pudełka produktów koloryzujących włosy, które widziała dotychczas. Odcień, który wybrała: smakowity jasny kasztan wydawał się być kolorem dla niej idealnym. Ponieważ Agata lubiła wszelkie nowinki kosmetyczne pomyślała, że farba w piance jest z pewnością czymś odkrywczym. Wyjęła z pudełka produkty, które miały pozwolić jej na odnowienie swojego wizerunku. To będzie całkiem nowy image...- pomyślała. Najpierw dokładnie obejrzała instrukcję obsługi, a następnie wymieszała składniki w specjalnie przygotowanym opakowaniu i nałożyła dozownik. Było to banalnie proste i dodatkowo trwało tylko kilka sekund. Była teraz gotowa do nałożenia tego innowacyjnego kosmetyku na włosy. Nałożyła na rękę dość dużą porcję pianki i zaczęła wmasowywać ją we włosy. Była zdziwiona jak łatwe i przyjemne może być farbowanie. Dodatkowo pianka nie wydzielała nieprzyjemnego, ostrego zapachu jak niektóre środki do farbowania włosów, łatwo się rozprowadzała. Agata pomyślała, że obietnice producenta się sprawdziły: pianka jest tak łatwa w użyciu jak szampon. Zdziwiła ją także duża ilość kosmetyku: przeważnie musiała używać dwóch opakowań farb do włosów, ponieważ były długie, a pianki starczyło jej na całe włosy. Następnie Agata musiała poczekać trzydzieści minut a następnie zmyć preparat z włosów. Czas ten minął szybko, spłukała kosmetyk i nałożyła balsam pielęgnujący dołączony dodatkowo do farby. Następnie wysuszyła włosy i spojrzała w lustro. Kolor, który zobaczyła był piękny i lśniący. Włosy ładnie pachniały, skóra była czyściutka, nie było ani jednej plamki po użyciu pianki. Pomyślała, że to pierwszy ale na pewno nie jedyny raz kiedy używa pianki Sublime Mousse L'Oreal. To jest to czego oczekiwałam...- powiedziała do siebie, uśmiechając się do swojego odbicia.
Agata z opowiadania to oczywiście ja- osoba, która miała możliwość wypróbowania nowej pianki do farbowania włosów. Z efektu jestem bardzo zadowolona dlatego postanowiłam opisać swoje wrażenia, swoją recenzję waszego produktu właśnie w formie takiego krótkiego opowiadania."
Nagroda pocieszenia: Elżbieta Kownacka
"Zostałam wybrana przez Państwa do testowania pianki koloryzującej L`Oreal Sublime Mousse.Dzisiaj chciałabym opisać moje wrażenia i spostrzeżenia po zastosowaniu tego produktu.
W zgłoszeniu do testu napisałam, że jestem siwiejącą szatynką z pasemkami blond i chciałabym testować piankę nr 83: słoneczny złocisty blond.
Zgodnie z instrukcją przeprowadziłam najpierw próbę na alergię, konieczną tym bardziej, że jestem uczulona na niektóre kosmetyki, proszki do prania i środki czystości. Ale na szczęście okazało się, że ta farba mnie nie uczula.
Przystąpiłam więc do koloryzacji.Bez problemu zmieszałam płyny i zaczęłam nakładać piankę na włosy. Musiałam dodatkowo jeszcze dwa razy przechylić butelkę z mieszaniną, ponieważ wydawało mi się, że pianka jest nie dość "piankowa". Nałożenie jest dziecinnie łatwe i zajęło mi kilka minut - pianka nie spływa, dobrze się pieni na włosach i jest dość wydajna - moje włosy sięgają trochę za uszy - została połowa zawartości butelki. Zapach charakterystyczny dla farby, ale czego się nie zniesie, aby
być piękną. Jak należało odczekałam 30 minut. Nic się w tym czasie nie działo - bez pieczenia, czy swędzenia.
Spłukałam włosy i nałożyłam balsam. Chciałam zużyć całe opakowanie, ponieważ zazwyczaj po farbowaniu moje włosy są sztywne i szorstkie jak sznurek do snopowiązałki, ale nie było to konieczne. Zostało jeszcze na następny raz, a przy tym ładnie pachnie.
Wreszcie nastąpiła chwila prawdy - rzut oka w lustro. Najpierw osłupiałam, bo widzę, że mieni się coś na rudo. A miałam nadal być blondynką. Mąż oglądał mecz w telewizji, nie był zorientowany w toku farbowania, więc spytałam niby od niechcenia: "A jak wyjdą rude?" "No to będziesz ruda" - stwierdził ze spokojem.
Ale nie, nie jestem ruda. Kiedy włosy wyschły okazało się, że pasemka - dotąd jasny blond - zostały przyciemnione, mój naturalny kolor rozjaśniony, siwe włosy w dużej części pokryte farbą. W efekcie mam obecnie włosy ciemny blond z jaśniejszymi refleksami po pasemkach i z rudawym błyskiem, siwych nie widać. Myślę, że po drugiej lub trzeciej koloryzacji otrzymałabym odcień zbliżony do tego z opakowania. Ale teraźniejszy też mi się podoba.
Jestem zachwycona tym, jak doskonale pianka pokrywa kolorem - miałam odrosty, których teraz wcale nie widać.
Nie mam zniszczonych włosów - są nawet ładniejsze niż przed: miękkie, lśniące, sypkie, miłe w dotyku i ładnie się układają.
Nie bez znaczenia jest też łatwość w przygotowaniu i aplikacji pianki - jest to proste i nie zabiera wiele czasu.
Doskonały pomysł z pianką w dozowniku - nie trzeba przygotowywać dodatkowych miseczek, grzebieni i innych akcesoriów.
Cieszę się, że mogłam wziąć udział w teście pianki L`Oreal Sublime Mousse. Jestem tego warta :)"
Nagroda pocieszenia: Anna Klęczar
"Nareszcie! wykrzyknęłam, gdy dotarła do mnie paczka z pianką do przetestowania. Po ostatnim farbowaniu nie było już praktycznie śladu, włosy wypłowiały i pojawiły się siwe odrosty, więc tylko czekałam na możliwość zmiany koloru.
Pierwsze wrażenie
Pierwsze wrażenie po rozpakowaniu paczki: opakowanie bardzo ładne, obiecywany kolor przepiękny. Otwieram opakowanie, czytam ulotkę. Poza instrukcją użycia zawiera też porady specjalisty, które bardzo się przydały (o tym, że na koniec spłukiwania farby należy polać włosy zimną wodą nie wiedziałam). Farbę należy trzymać na włosach 30 minut. No to do dzieła! Przyznam, że nigdy sama nie farbowałam sobie włosów. Zawsze pomagała mi przyjaciółka, która jest fryzjerką. Jednak zaryzykowałam... I nie
żałuję.
Aplikacja
Sposób użycia bardzo prosty. Połączyłam składniki zgodnie z instrukcją. Konsystencja pianki, (która swoją drogą przypomina mi trochę bitą śmietanę), ułatwia równomierne rozłożenie farby na włosach. Bałam się trochę zapachu, bo z doświadczenia wiem, że chociaż producenci chwalą się na opakowaniu, że farba ma ładny zapach, to jednak nie zawsze tak jest. Ja jestem bardzo czuła na zapachy i z farbą, która po prostu śmierdzi chemią nie potrafię wysiedzieć. I w tym miejscu miłe zaskoczenie: farba ma
przyjemny zapach, który nie drażnił moich nozdrzy ani przez chwilę. Farba na głowie, minuty lecą...
No to spłukujemy
Po spłukaniu farby (na koniec zimną wodą :)) nakładam odżywkę, która jest dołączona do opakowania. Tu również duży plus za zapach. Nakładam, czekam 2 minuty i spłukuję. Siedzę chwilkę z turbanem na głowie.
Rozczesywanie i suszenie
Przyznam, że jestem w szoku. Chyba pierwszy raz po farbowaniu włosów tak łatwo je rozczesałam. Nie splątały się, ani trochę. To pewnie zasługa dołączonego do farby balsamu. Kolor? Trudno jeszcze coś powiedzieć bo włosy jeszcze mokre. Suszę i patrzę w lustro. Im włosy bardziej suche tym ja bardziej zadowolona. Kolor wyszedł cudowny! Cała czuprynka wygląda naturalnie (tak jak obiecywał producent). I co dla mnie najważniejsze: brak siwych włosów. Włosy są błyszczące i miękkie. Patrzę w lustro i
bardzo podoba mi się to co widzę.
Ogólnie jestem bardzo zadowolona zarówno z efektu, jak i z samego procesu farbowania. Dużym zaskoczeniem była wydajność farby. Zawsze na swoje włosy zużywałam dwa opakowaia, a tym razem wystarczyło jedno (włosy mam dość długie do łopatek). Dokupiłam drugą farbę, z której nie skorzystałam, ale nie zmarnuje się- zużyję ją przy następnym farbowaniu.
Wszystko przebiegło łatwo, szybko i przyjemnie. Dużym plusem jest odżywka dołączona do farby, której nałożenie jest jakby "kropką nad i" całego zabiegu.
Cztery mycia włosów później kolor nadal jest intensywny, a włosy błyszczą :).
Na koniec chciałabym podziękować za możliwość przetestowania farby. Była to dla mnie wspaniała, wiosenna niespodzianka."
Nagroda pocieszenia: Joanna Fonfara
"1. ŁATWIEJ BYĆ NIE MOŻE, czyli przygotowanie farby
... tylko tyle...? Zawartość jednej buteleczki przelewam do drugiej, zakręcam, przechylam do góry dnem...i to koniec moich alchemicznych działań. Nie ma mowy o bałaganie, stracie czasu, a o czas chodzi najbardziej - chcę zdążyć na wieczorne spotkanie z przyjaciółmi i zaskoczyć wszystkich. Do pierwszych zaskoczonych należy mój mąż, który nie spodziewał się, że zanim skończy swoją wypowiedź, farba będzie już gotowa do nałożenia.
2. APLIKACJA
...szybka, łatwa i przyjemna. Pianka przyjemnie pachnie i po wyciśnięciu na dłoń ma konsystencję gęstej śmietany. Nałożenie jej na włosy zajmuje mi zaledwie 5 minut. Wbrew moim obawom, "bita śmietana" - jak określa ją mój zaciekawiony syn, nie spływa z włosów, trzyma się świetnie, a na dodatek jest jej tak dużo, że spokojnie mogłabym umówić się na wspólne farbowanie z koleżanką, której włosy - tak, jak moje - sięgają do linii brody.
3. NAJWAŻNIEJSZE - EFEKT KOŃCOWY
...pianka na włosach ciemnieje, wydaje się być niemal czarna, co trochę mnie przeraża. Spłukuję włosy i nakładam odżywkę. Niecierpliwię się, więc sięgam po suszarkę (czas goni, znajomi czekają!). Miłe zaskoczenie - skóra głowy nie jest zafarbowana, więc obywa się bez żmudnych zabiegów kamuflujących. Włosy lśnią jak lustro - po odżywce są miękkie, jedwabiste w dotyku.
Kolor w świetle żarówki wydaje się być ciemnym brązem z lekką poświatą chłodnej w odcieniu wiśni. Mąż - zachwycony, znajomi jeszcze bardziej.
W świetle dziennym włosy mienią się wieloma odcieniami - jestem baaardzo zadowolona. Kolor jest wielotonowy, ale, co dla mnie najważniejsze - jest to chłodny odcień !!! Nawet w ciepłym świetle słońca. Idealnie pasuje do mojej jasnej cery i niebieskich oczu.
Mija kilka dni - włosy nadal lśnią, kolor po pierwszym myciu robi się nieco jaśniejszy, ale nie płowieje i nie traci swojej intensywności. Farbowanie w ogóle nie odbija się na kondycji włosów - wyglądają zdrowo, są miękkie, błyszczące.
Myślę, że przy Sublime Mousse pozostanę na dłużej - nie mam już ochoty na dalsze poszukiwania. Kolor spełnia moje oczekiwania, farbowanie musem jest dziecinnie proste - nie potrzebuję niczyjej pomocy.
Dziękuję za możliwość przetestowania farby i pozdrawiam!"
Nagroda pocieszenia: Małgorzata Borowska
"Jestem w wieku w którym koloryzacja nie jest już fanaberią lecz koniecznością. Farbowanie dołączyło na stałe do niezbędnej do życia grupy: odchudzanie-manicure-pedicure-depilacja. Jednak bycie skazanym na koloryzację i inne zabiegi upiększające nie oznacza końca poszukiwań kosmetyków lepszych, skuteczniejszych, łatwiejszych i wygodniejszych w użyciu.
Moje wymagania w zakresie koloryzacji są niebywale proste: farba musi być trwała, łatwa w aplikacji, nie powinna brudzić ubrań, spływać na uszy czy szyję, nie powinna niszczyć włosów, powinna dobrze i równomiernie kryć siwe włosy, dawać zawsze identyczny efekt kolorystyczny i zostawiać włosy miękkimi i lśniącymi a wodę po myciu włosów - bez koloru.
Z przyjemnością powitałam na rynku koloryzację w piance.
Opakowanie jest efektowne, pomysł z pompka i pianką ciekawy. Musiałam się jednak mocno powstrzymywać żeby nie wstrząsnąć płynu - to już wieloletni odruch.
Podobał mi się taki drobiazg jak odżywka w buteleczce. Zamykana, umożliwiająca powtórną aplikację przy niewykorzystaniu całości preparatu od razu. Rękawiczki niestety były mocno za duże i spadały mi cały czas. Przy farbowaniu pędzelkiem, kiedy nie masuję głowy, a rękawiczki służą jedynie ochronie przed przypadkowym przebarwieniem, to nie jest problem, ale przy piance którą się cały czas wmasowuje, spadające rękawiczki stają się dużą przeszkodą.
Sama aplikacja jest dość łatwa. Dobra i czytelna instrukcja prowadzi krok po kroku przez proces koloryzacji. Piana jest gęsta i nie spływa w rejony w które nie chcę by spływała. Daje się rozprowadzić równomiernie po całej głowie i wszystkich włosach. Zapach jest zadziwiająco neutralny. Na pewno nie był ostry ani podrażniający.
Zadziwiła mnie wydajność preparatu. Mam bardzo gęste, średniej długości włosy i zwykle zużywam dwa opakowania farby. Tym razem wystarczyła jedna buteleczka, której zawartość nie miała końca. Aż mi się chciało śmiać. Na koniec zostało jeszcze odrobinę płynu ale już go nie wykorzystałam bo włosy były całkowicie pokryte pianką.
Oczekiwanie na koloryzację zajęło mi tyle samo czasu co zwykle. Różnicą był brak konieczności mycia „sprzętu pomocniczego” - grzebienia, pędzla, miski, spinek. Tych akcesoriów nie musiałam używać. Obyło się nawet bez ręcznika na ramionach bo pianka została na włosach przez cały czas.
Byłam trochę zaniepokojona tym że nie farbuję najpierw odrostów a dopiero potem reszty, bo do takiej rutyny jestem przyzwyczajona. Jednak moje obawy były płonne bo włosy zafarbowały się bardzo równomiernie na oczekiwany kolor - piękną lśniącą tajemniczo czerń.
Włosy udało się bardzo szybko spłukać i wyglądało to tak jakby cały kolor od razu został we włosach. Zwykle mam wannę pełną czarnej wody a tym razem tak nie było.
Odżywka pięknie pachniała, łatwo się rozsmarowywała, a po spłukaniu włosy były mięciutkie i gładkie.
Jestem pedantką i bałagan który zwykle pojawiał się podczas farbowania włosów tym razem nie wystąpił. Nie pochlapałam jak zwykle zlewu, zasłonki od prysznica i lustra. Nie zafarbowałam sobie na czarno uszu i szyi. W łazience nie śmierdziało chemią.
Farba w piance - Sublime Mousse spełniła moje wymagania w stu procentach. Sama pewnie bym po nią nie sięgnęła bo jakoś farbowanie PIANKĄ nie wzbudziło mojej ufności. Wydawało mi się zbyt delikatne i nietrwałe jak na moje grubaśne włosy. Wydawało mi się że tylko ostra farba da radę. A tu takie miłe zaskoczenie! Myślę że teraz małej pedantce która mieszka we mnie będzie już trudno zrezygnować z luksusu farbowania bez bałaganienia.
Zwykle nie farbowałam włosów w środku tygodnia tylko czekałam na piątek żeby mieć czas na usunięcie brzydkiego zapachu farby z włosów i czarnych śladów z uszu i szyi zanim pójdę do pracy w poniedziałek. Teraz nie muszę się już ograniczać. Koloryzację w piance można stosować nawet tuż przed wyjściem na imprezę. A to duży plus w dzisiejszym zabieganym świecie."
Ocena:
1 głos
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX
Zobacz także: