Podrabianie ubrań, kosmetyków czy dodatków to biznes, na którym tracą nie tylko właściciele podrabianych marek, ale także wprowadzani w błąd klienci. Podróbki istnieją, bo są ludzie, którzy chcą je kupować i wielu je kupuje, choć mało kto się do tego przyznaje.
Star Jones, amerykańska prawniczka i dziennikarka telewizyjna, przyznała się, że na początku swej kariery zawodowej, gdy nie było ją stać na oryginalne kostiumiki Chanel, kupowała ona podrabiane lub po prostu przeszywała guziki z logo do kostiumów w stylu Chanel kupionych w sieciowych sklepach. Wiadomo, że sieciówki oraz tańsze marki mocno inspirują się tym, co pokazują na swych wybiegach projektanci i luksusowe światowe marki, często więc są podawane do sądu za naruszenie praw autorskich. Nie da się ukryć, że linia pomiędzy kreacją zainspirowaną a kopią bywa cienka. Jednak w modzie wszyscy czerpią skądś inspirację, każda kolekcja ma jakąś myśl przewodnią, cytat, odniesienie i nawiązanie. W końcu kopia to najwyższy wyraz uznania, a prawdziwi innowatorzy zdarzają się niezwykle rzadko.
Sieciowe firmy odzieżowe "inspirują się" najbardziej trendowymi projektami sezonu, bo taka jest ich rola, mają dostarczać modę w niskiej cenie. Starają się skopiować najlepsze kolekcje z wybiegów, ale muszą zrobić to tak, by były to nadal ich własne projekty. Kopiowanie cudzych projektów może nie jest zbyt kreatywne, ale pozostaje w granicach prawa, jeśli te zainspirowane trendami ubrania widocznie różnią się od tych pokazanych na wybiegu. Z podróbkami bywa inaczej, nawet jeśli producentów fałszywek poniesie fantazja i wyprodukują torebkę różniącą się od prawdziwej, to wciąż to produkt udający oryginał, z wielkim logo luksusowej marki. W wielu krajach przestępstwem jest nie tylko sprzedawanie podróbek, ale także ich kupowanie. Gdy rynek zalewają nieoryginalne produkty, marki tracą swój luksusowy status, więc walczą wszelkimi sposobami o ochronę wizerunku, ale na podróbkach tracą nie tylko wielkie marki, z producentami podróbek walczą także instytucje państwowe - bo nieoryginalne produkty wiążą się z szarą strefą, z nielegalnymi fabrykami, unikaniem płacenia podatków i cła.
Markowa torebka czy buty z drogiego butiki to wyraz statusu, to luksus, na który stać niewiele osób. Niektórzy kupując podrabiane ubrania i dodatki świadomie kupują iluzję tego statusu i pozycji, nie zawsze mając świadomość, że nie są to produkty oryginalne, cieszą się tylko z dobrze wydanych pieniędzy. Inni robią to celowo, argumentując, że ceny produktów oryginalnych są horrendalnie wysokie (i często tak jest!), że są one poza ich zasięgiem finansowym. Są nawet tacy, którzy do kupowania podrobionych torebek dorabiają filozofię "walki z konsumpcjonizmem". Jednak droga na skróty nie zawsze przynosi oczekiwane efekty - pamiętacie torebkę posłanki Szczypińskiej? Pewnie więcej Polaków słyszało o tej nieszczęsnej podrabianej torebce Chanel niż o tym, nad czym konkretnie pani poseł pracuje w Sejmie. Bo noszenie podróbek to nie tylko błąd, to w przypadku przyłapania (sfotografowania przez paparazzi) wystawianie się na pośmiewisko tabloidów. Z nieoryginalną torebką sfotografowano nawet Britney Spears, mimo że piosenkarka nie narzeka na brak funduszy. Do noszenia podróbek przyznała się także Doda - w programie Jolanty Kwaśniewskiej, "Lekcja stylu", mówiła, że zawsze chciała nosić dobre marki, a nie zawsze ją było na nie stać. Argumentowała, że nikomu nie stała się krzywda, że wielkie marki nie poniosły żadnej straty. Jednak takie argumenty nie do końca są prawdziwe - w końcu zapłaciła ona za produkt, który tylko udawał oryginał, wydała pieniądze na fałszywkę, zrobioną z tanich materiałów. Handel podróbkami to nie tylko problem z naruszaniem prawa autorskiego, to także problem etyczny - czy chcesz nosić coś, co nie jest prawdziwe? Co tylko udaje oryginał?
Marki typu LV czy Hermes dają gwarancję na torebki, które zawsze można odesłać do nich do naprawy, a z podrabianymi torebkami nie wiążą się żadne przywileje, poza snobowaniem się i fałszywym dowodem na zamożność. O ile można sprawdzić autentyczność torebek z aktualnych kolekcji, to w przypadku kupowania dodatków vintage nabywca często musi ufać własnej intuicji i mniejszej lub większej wiedzy o danej marce. Gucci wraz z domem aukcyjnym Christie's postanowiło pomóc fanom marki i uruchomiło na początku tego roku "Gucci Collector: Presented by Christie's". Program ten ma na celu sprawdzanie autentyczności oraz pomoc w wycenie ubrań i akcesoriów vintage z logo Gucci.
Światowe marki nie odpuszczają, w walce o swoje interesy uderzają także w serwisy aukcyjne - choć procesy sądowe są kosztowne i długotrwałe, to wizerunek jest bezcenny. Grupie LVMH, koncernowi mającemu w swoim portfolio między innymi takie marki jak Louis Vuitton, Givenchy, Marc Jacobs czy Moët & Chandon, udało się udowodnić przed francuskim sądem współodpowiedzialność serwisu aukcyjnego eBay w rozpowszechnianiu podróbek należących do nich marek. W 2008 r. zasądzono na rzecz LVMH 38 mln euro. Ale amerykański sąd w podobnej sprawie z powództwa firmy jubilerskiej Tiffany&Co uznał, że eBay nie ponosi odpowiedzialności za działalność jego użytkownicy.
Ale jest i dobra wiadomość dla producentów i sprzedawców luksusowych dóbr, 40 procent tych, którzy kupują podróbki, wcześniej czy później zaczynają kupować oryginały (jak nie przymierzając Doda!) - czy to z powodów wyrzutów sumienia, czy to z powodu różnicy jakości i wykonania. W końcu nawet te podróbki, które wydają się nie do odróżnienia na pierwszy rzut oka, zdecydowanie różnią się, jeśli chodzi o staranność ich wykonania, dbałość o szczegóły czy jakość materiału.
moja sasiadka byla projektantka mody i często dostaje od niej ciuchy i dodatki z starszych kolekcji projektantów albo kupuje podobne ale nie identyczne w sieciuwkach
Gość: Gość
Oceniono 4 razy
4
Chyba wolę cos zwyczajnego ale nie podrabianego, niż nie wiadomo jakie cuda z podrobionym logo:)
Gość: Gość
Oceniono 7 razy
5
"Podrabianie ubrań, kosmetyków czy dodatków to biznes, na którym tracą nie tylko właściciele podrabianych marek"...polecam ksiazke Roberto Saviano "Gomorra"...jest tam opisane jak i gdzie produkowane sa oryginalne designerowskie rzeczy. Ogolny wniosek: rzeczy za tysiace dolarow to nabijanie w butelke tak samo jak i fake'i!
Gość: Gość
Oceniono 20 razy
8
"A czym tu się w ogóle przejmować? Ja noszę BUTY, nie noszę MARKI. Moja kobieta ma TOREBKĘ. Trochę za małą, a marka - co za różnica? Zegarek służy do odmierzania czasu, a nie szpanowania, majtki do zakrycia tyłka, a nie epatowania marką (kogo?). I naprawdę nie zależy mi, czy ktoś ma oryginalną torebkę, czy podrabianą."
A czy autora tych bredni nie razi, że to kradzież?
Nos sobie cos co ci się podoba, ale nie jest podróbką. Tu nie chodzi tylko o dupków, chcąccyh sie pochwalić marką, ale żo to, że dany wzór, logo są czyjąś WŁASNOŚCIĄ,a używanie tych logo, wzorów przez innych to zwykła kradzież, a kupowanie takich rzeczy świadomie to paserstwo i zwykla głupota.
Jeśli logo cie nie interesuje - kupuj co ci sie podoba, ale noe podróbki. JAk ci sie podoba, ale cie nie stać na oryginał - szukaj podobnego stylu, ale nie podróbki.
Pisanie, że mnie nie obchodzi to tumiwiśizm, ignoranctwo i głupota. Gdyby wszyscy byli tacy zyli byśmy dalej w dziczy.
Gość: Gość
Oceniono 6 razy
0
Odpowiedż do komentarza z 20:51 - Daichmana też sprawdzilismy, ale buty do kosza były niewygodne i jeszcze mniej trwałe niż "Nike".Poza tym nie chodziło o szpan, ale o zapewnienia sprzedawców i reklam dot. fantastycznej jakosci i trwałości.Okazywało sie to "ściemą".