Wspaniała artystka. W chwilę
zawładnęła całym światem muzyki. Nieprzeciętna barwa głosu, talent jakich mało w erze różowego popu. Amy Winehouse zadziwia nie tylko muzyką, ale także
trybem życia. Zdaje się, że jej myśl przewodnia to carpe diem. Uzależniona od alkoholu i narkotyków, obecnie na wyczerpaniu.
Zanim jej sława wykroczyła poza rodzinną Anglię, wyglądała zdrowo. Zaczynała jako pulchna dziewczyna z ciekawym repertuarem, choć jeszcze nie na miarę płyty "Back to black".
Im większa sława, tym większa impreza. Tłuszcz doszczętnie wyparował z jej ciała. Zamiast żywności wchłaniała twarde narkotyki, popijając je alkoholem. Nadal jednak wyglądała znakomicie - chwalona za niepowtarzalny styl stała się ikoną mody.
Później zaczęły się poważne problemy ze zdrowiem fizycznym i psychicznym: omdlenia, histerie, samookaleczenia. Zdarzyło się jej nawet na kilka dni przefarbować włosy na blond i pozbawić charakterystycznego "koka-ośmiorniczki", co zdaje się tylko potwierdzać jej walkę ze samą sobą. Zdawałoby się, że to mąż ma na nią nienajlepszy wpływ, co często sugerują media.
Obecnie piosenkarka boryka się z chorobą skóry. Ma potwornie zaniedbane paznokcie, zęby i włosy. Leży w szpitalu walcząc z uzależnieniem, które może ją zabić. Dodatkowo nadal pała ogromnym uczuciem do Blake'a, który siedzi za kratkami, podobno wykorzystuje ją finansowo i ponoć znęcał się nad nią psychicznie.
Na ostatni ważny występ specjaliści od zdrowia i wizerunku podrasowali jej wygląd, czego wynikiem jest dobrze wyglądająca Amy na ostatnim zdjęciu. Oby szła w tę stronę, bo szkoda takiej osobowości...
Na koniec Amy, afiszująca się swoim uczuciem do męża:

Anna Szulc
Zobacz także:
Metamorfozy Agnieszki Frykowskiej
Doda zmienia styl?