Wczoraj szał zakupów ogarnął Madryd, a w kolejce czekają jeszcze Sewilla (7.01), Lyon (11.01) i San Francisco (26.01). W zeszłych sezonach takie marketingowe eksperymenty przeprowadzono m. in. w Nowym Jorku i Berlinie. Wszędzie z powodzeniem.
Na czym polega idea "nagiego shoppingu"? Nad ranem przed sklepem ustawia się kolejka fanów Desigual. Pierwsze sto osób dostaje numerki uprawniające do zakupów. Teraz wystarczy się tylko rozebrać do bielizny i gdy wybije 9 przekroczyć, wraz z tłumem przepychających się golasów, gościnne progi Desigual. Każdy z pierwszej setki półnagich klientów wybiera sobie dwie sztuki odzieży, które otrzymuje bezpłatnie. Ma być to jeden dół (spodnie, spódnica) oraz jedna góra (w tym także okrycia wierzchnie). Ubrani w swoje zdobycze klienci wychodzą zadowoleni ze sklepu i uśmiechają się do fotografów. Proste i genialne.
Mimo zimowych chłodów (temperatura w Madrycie jest teraz niższa niż w Warszawie!), chętnych nie brakuje. Może dlatego, że szalone, chaotyczne printy spod znaku Desigual są w Hiszpanii bardzo popularne. A może dlatego, że ubrania Desigual, szczególnie popularne płaszcze, są dość drogie i w świetle kryzysu młodzi Hiszpanie wolą je zdobyć, niż kupić za pół pensji.
Ciekawe czy w Polsce taka inicjatywa spotkałaby się z ciepłym przyjęciem? Założymy się, że pod polskim Desigual zobaczylibyśmy półnagie baby-spekulantki, znane z Allegro i kolejek pod H&M w dniach kolekcji od projektantów.
Co o tym myślicie? Zdecydowalibyście się na takie krok, gdyby "naga wyprzedaż" pojawiła się w Waszym mieście?
GALERIA

Zobacz też:
Najlepsze wystawy o modzie planowane na 2012